Tup, tup, tup, małymi kroczkami zbliża się koniec sezonu. Ślubny szał trwa od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Wtedy jak nie jeden ślubny fotograf zapominam jak się nazywam, nocami wbijam wzrok w monitor, weekendami kursuje po Polsce, powieki podtrzymuję zapałkami, wypijam hektolitry kawy, rodzina widzi mnie głównie na zdjęciach :-) Fantazja mnie oczywiście poniosła, w rzeczywistości tak źle nie jest, choć pewnie moja żona powiedziałaby”prawda!”. Zanim jednak zapadnę w sen zimowy, czy raczej lekki letarg, bo przecież zimą ludzie też ślubują, wrzucam na szybko ku pokrzepieniu serc jedną klatkę plenerowo – pejzażową z pewnego pięknego październikowego popołudnia. Zdjęcie na dowód tego, że jesień bywa ciepła i słoneczna, że nie wygląda tak jak dzisiaj widok zza mojego okna, że może być inaczej niż -5 stopni, które zobaczyłem o poranku na termometrze. Niech to zdjęcie wniesie odrobinę otuchy wszystkim niezbyt pozytywnie nakręconym dzisiejszą pogodą.
