Od tygodnia, każdego poranka nerwowo spoglądałem za okno sprawdzając jaką to dziś mamy aurę. Niestety pogoda psuła się na potęgę. Nie dobrze. Pierwszy ślub w nowym sezonie, a tu deszcz, śnieg, zimno, brrr. No cóż, pogody nie zmienię – pomyślałem jadąc na reportaż do Doroty i Szymona do Zielonej Góry. Zdjęcia ślubne zaczęliśmy od krótkiego pleneru we wnętrzach lokalu, w którym za kilka godzin miało się zacząć spotkanie weselne. Zaliczyliśmy piwnice, kawiarnie, była sesja na wielkim czerwonym dywanie.



Już po kilku pierwszych zdjęciach wiedziałem, że za każdym kolejnym naciśnięciem spustu może być już tylko lepiej. No cóż, okazało się, że Dorota ma w sobie to coś, co lubi obiektyw….

W końcu ruszyliśmy w miasto nie zważając zbytnio na padający deszcz i śnieg.



Dotarliśmy wreszcie na Salę Ślubów

W końcu… zostali mężem i żona… :-)

Przy okazji chciałem podziękować publicznie mojej osobistej, domowej, prywatnej i najbardziej ukochanej asystentce, za noszenie aparatów, statywu, torby oraz za ciągle nowe pomysły na zdjęcia ślubne w plenerze… Co prawda asystowanie kosztowało mnie dwie wizyty w Sfinksie, ale… :-)