Historia dzisiejszego wpisu sięga wigilii. Tak naprawdę to spodziewałem się rózgi pod choinka i wiele się nie pomyliłem. Kij był, nawet dwa, ale nie do lania a do łazikowania. Skoro Pan Mikołaj uznał, ze na kije zasłużyłem, to jak każdy grzeczny chłopiec prezent wykorzystać postanowiłem. Długo myślec nie było trzeba. Kilka telefonów i już parę dni po nowym roku zapakowanym samochodem mkneliśmy w góry „wypróbować” mikołajowe kijki.
W ekspedycji udział wzięli:

Igor – dzielny tragarz 10 bułek i 10 schabowych

Paweł – pogromca GOPR-u :D

Ja – operator 1 aparatu i 3 obiektywów

Norbert – operator komórkowej Nokii




Zakopany po same osie. Na ilość śniegu narzekać nie mogliśmy

Schronisko Strzecha Akademicka. Opracowywanie strategii ataku na Śnieżkę na dzień drugi trwało do późnych godzin wieczornych.



Szlak na Śnieżkę nie należy do najbezpieczniejszych :-)



Tragarz 10 bułek i 10 schabowych „poległ” na szlaku.




Dom Śląski. Tuż przed atakiem na wzgórze.

Niby tylko 200 metrów pod górę, ale w śniegu i przy sporym oblodzeniu szlak dał nam popalić, że już nie wspomnę o niedzielnych turystach w płaskim obuwiu, którzy o ile weszli na górę to z zejściem mieli już problemy. Ktoś wpadł na pomysł i na buty założył rękawiczki (sic!)

Warunki pogodowe na szczycie… bajeczne.


I jak tu nie kochac Św. Mikołaja ?